10 lat projektu WARSAW ON AIR
Pamiętacie co robiliście 10 lat temu? Ja pamiętam bardzo dokładnie. 2.10.2015 po raz pierwszy w życiu poleciałem nad Warszawą śmigłowcem, żeby zrobić zdjęcia. Było to przeżycie jedyne w swoim rodzaju…
Przede wszystkim – nigdy wcześniej nie leciałem śmigłowcem! No dobrze, raz leciałem, ale nie z nogami na zewnątrz i nie z uderzającym w twarz wiatrem. Nie było próby generalnej, testów. Każda minuta tego lotu kosztowała tak dużo, że nie można było zmarnować ani jednej sekundy. Poza tym nie oszukujmy się – wynajmować pieruńsko drogi helikopter tylko po to, żeby zrobić ładne zdjęcia…?
Ale tak, o to w tym projekcie chodziło. Żeby pokazać Warszawę jak nigdy wcześniej. Początkowo zakładaliśmy wykonanie jedynie nocnych zdjęć z powietrza, ale dzięki wsparciu Internautów i Sponsorów polecieliśmy także za dnia. Zanim wszystko udało się zorganizować pod kątem formalnym i logistycznym, skończyło się lato. Współpracujący z nami meteorolog, z kórym koordynowaliśmy pozyskiwanie pozwoleń, wskazał nam datę 2. października – jako ostatni dzień, kiedy będą dobre warunki do lotu. Nie wiem, czy tamtej nocy w ogóle spałem – byłem tak zestresowany i przejęty tym, że ten pomysł, który pojawił się kilka miesięcy w mojej głowie, stanie się rzeczywistością, że chyba nie zmrużyłem oka. Shit got real!







Nie wiedziałem dokąd (i czy gdziekolwiek) nas to zaprowadzi, czy to nie będzie jednorazowa akcja, fajna przygoda i cześć. Nikt nie wiedział. Z odwagą w sercu i naiwnością w głowie przypiąłem się linami do wnętrza maszyny, która w pewnym momencie oderwała się od ziemi. Nigdy nie zapomnę tego uczucia! Czułem się jakbym sam latał! Godzina w powietrzu zleciała jak 5 minut. Mieliśmy oblecieć całą Warszawę wzdłuż i wszerz, a my ledwo oddaliliśmy się od centrum… po locie wieczornym byłem dużo bardziej zadowolony, choć zaczęła mi towarzyszyć pewna smutna myśl – że to mógł być ostatni raz w moim życiu, kiedy przeżywam coś takiego, i kiedy mam okazję spojrzeć na miasto z takiej perspektywy…























Resztę historii pewnie znacie. Publikacje w mediach, Noc w Instytucie Lotnictwa, propozycja wystawy na 35. piętrze wieżowca WTT. Karkołomna próba znalezienia wydawcy albumu i ostatecznie wydanie go własnymi siłami. W międzyczasie nagroda Grand Press Photo. Sprawy nabierają tempa i cyk – jesteśmy 10 lat, 6 albumów i kilka wystawy w wieżowcu później. Kiedy to zleciało?!

Gdybym dzisiaj spotkał siebie sprzed 10 lat, pewnie puknąłbym się w głowę. 22-letni student chce polecieć nad Warszawą i wydać książkę? Dajcie spokój. A jednak. Dlatego jeśli z tej całej historii można wyciągnąć jakieś wnioski, to… jeżeli naprawde gorąco w coś wierzycie, to to róbcie. Nie słuchajcie innych (a przynajmniej nie wszystkich). Bo nikt nie wierzy w Wasze pomysły i nie zna ich tak dobrze jak Wy sami. Nikt inny nie usłyszy tego głosu serca, za którym chcecie podążać. Ale im bardziej będziecie zajdziecie, tym więcej osób będzie Was chciało ściągnąć na ziemię. Dlatego otaczajcie się wspierającymi, życzliwymi i po prostu dobrymi ludźmi.

Z tego miejsca bardzo dziękuję wszystkim Wam, którzy kibicowali nam wtedy i są z nami od lat. Koniec końców nigdy nie chodziło o to, żeby sobie polatać – tylko żeby podzielić się pięknymi widokami z powietrza z innymi. Mówiłem wtedy: „Ludzie zawsze marzyli o lataniu. Ale po co latać, kiedy można pokazać innym tego co się zobaczyło?” Dziękuję bliskim i przyjaciołom, a w szczególności dziękuję the one and only Aleksandra Łogusz, która była ze mną od samego początku – w chwilach sukcesów i zwątpienia, która nigdy nie przestawała we mnie wierzyć. Dzięki której uwierzyłem, że SKY IS NOT THE LIMIT!
Here’s to the fools, who dream… dlatego kiedy w 2024 roku wydaliśmy album WARSZAWA Z NIEBA, był on dla nas symboliczną klamrą, zamykającą pewien etap twórczości i podsumowujący to, co zaczęło się 10 lat temu w małym mieszkaniu na Sadach Żoliborskich…



No Comments